sobota, 17 listopada 2012

O co chodzi w tej calej fotografii?

Czy można nauczyć się więcej w tydzień, niż w ciągu czterech lat?
Jeśli znajdzie się ktoś, kto odpowie "tak", to znaczy, że doświadczył tego samego co autor tego bloga.
Ukończyłem studium fotograficzne, kursy dla insruktorów fotografii, a nawet kilka lat uczęszczałem na kursy fotografii w Columbia College w Chicago oraz przechodzilem obowiązkowe szkolenia technologiczne u naszego sponsora - Kodaka. Do tego długoletnia praktyka dawała mi poczucie bycia ekspertem. W pracy nazywany bywałem "profesorem", trudno było mnie zagiąć w technologii i technice fotografii.
Jakze się myliłem i mylili się Ci którzy zawierzali mojej "omnifotograficznej" wiedzy. Krótki kurs w Winnona School of Photography sprowadził mnie na ziemię, dostałem policzek i otworzyłem szeroko oczy.
WSofP miało to do siebie, że czasem na jednego studenta przypadał jeden tutor.
Starzy mistrzowie byli perfekcjonistami. Doskonała znajomość malarstwa pozwalała szukać inspiracji w szkole holenderskiej, a znajomość technologii podpowiadała jakich materiałów użyć i jak je obrabiać, aby uzyskać określoną paletę barw. To nie koniec, dla uzyskania określonych efektów oświetleniowych w studio wykorzystywano hollywoodzkie triki: kurz, deszcz, opary (nie mgłę z maszyny), barwne światła, filtry żelowe i psychologiczne metody pracy z modelem. Sesja trwała godziny, nikt nie pędził, obrazy tworzono kreatywnie. To robilo wrażenie, tym bardziej, że to nie były eksperymenty, ale tysiące godzin przepracowanych na planie, często poparte praktyką w wielkich studiach filmowych. To robi wrażenie. Szkoda, że nie ma tej starej Winnony.
Z podobnymi metodami nauczania spotkałem się wiele lat poźniej w Toronto.
W czym tkwi tajemnica?
Otóż fotografujemy wszystko co nas cieszy, lub to co daje nam dochód, tymczasem nasze portfolio to klucz pokazujący doświadczonemu edukatorowi to, co tak naprawdę powinniśmy robić. Okazuje się, że fotograf ślubny jest świetnym portrecistą, natomiast nie ogarnia ślubu i nie przekazuje charakteru i atmosfery tej uroczystości. Inny fotograf jest doskonałym reportażystą, natomiast nie ma kontaktu z modelem w portrecie - jego portrety są sztuczne, a sceny aranżowane kiczowate. Gdyby tych dwojga miało kontakt ze sobą stanowiloby doskonaly zespół i mogliby dyktować wysokie ceny za usługi. Gdyby.
Tymczasem mamy mało wymagajacego klienta i tysiące ekspertów fotografii znających się na wszystkim.
W portfolio fotografów znajdujemy fotografię kosmetyków obok portretu, zdjęcia dzieci obok kulinarnych, a to wszystko uzupełnione jest krajobrazami, fotografią industrialną i modą. Taki fotograf (przepraszam, nie dotyczy to wszystkich) to nie fotograf, tylko jakiś omnibus. Nie mozna być dobrym we wszystkim. Jest coś co przeszkadza temu. To MANIERA. Toto żyje w nas głęboko i nie sposób się tego pozbyć. Ta maniera czasem pomaga, ale najczęściej niszczy. Dlatego powinniśmy poznać swój talent i robić to, co zawiedzie nas najdalej i najwyżej. Pieniądze nie są ważne, kiedy budujemy nasz wizerunek, one same przyjdą wraz ze spełnieniem.
Te lata poświęcone pasji przyniosły mi jeden pożytek - podobno mam oko do talentów, zaufajcie mi, ale tym razem wcale nie jestem pewien siebie, po prostu wydaje mi się, że jestem dobrym edukatorem fotografii.